środa, 25 stycznia 2012

zalecenia: waleriana i melisa

Jutro EGZAMIN, nie żaden tam egzamin, zaliczenie, kolokwium, ale właśnie EGZAMIN. Największa moja udręka, do której podchodzę 3 sesję. Stres i strach przed powyższym powoduje całkowitą niemożność uczenia się do niego, czytania notatek i rozwiązywania zadań. Powoduje też napady duszności, mdłości, tętno sprintera po ukończonym biegu i łzy w oczach. Zalecenia: nauka i melisa z walerianą. Oby do jutra.... (a potem do marca)

środa, 18 stycznia 2012

You got me running on sunshine



Poza tym 5 dobrych rzeczy dzisiaj:

- pouczyłam się do egzaminu,
- zrobiłam na obiad pyszną pieczeń z kawałka indyka,
- padał piękny śnieg,
- umyłam włosy
- lepiej się czuję

i 6 zaraz przyjdzie Potworzasty :D

wtorek, 17 stycznia 2012

sobota, 14 stycznia 2012

"lecz nie sposób słowami wyrazić...."

Zauważyłam u siebie ostatnio skłonność do pisania krótkich, bardzo powierzchownych tekstów. Nie mogę zmusić się do zagłębienia w żaden temat. Czyżbym stawała się coraz bardziej dzieckiem internetu Twittera i Facebooka? Czyżby czytanie krótkich informacji i pisanie postów na forach i facebooku pozbawiło mnie umiejętności pogłębiania tematu?

Mogę rozmawiając poruszać ważne i trudne tematy, stawiać tezy, analizować. Nie mogę za to przelać swoich myśli na "papier" i tym sposobem produkuję płytkie i często pozbawione sensu teksty. Potem się dziwię jak z takiej mądrej myśli wyszło takie nie wiadomo co.

Poza tym kolejny dzień na diecie i nawet mój facet zauważa zmiany. Mam mniejszy brzuch, szczuplejsze biodra i..... zaczynają robić mi się mało jędrne piersi (o czym mnie raczył poinformować, a ja myślałam, że go zabiję).

i pada śnieg :)

czwartek, 12 stycznia 2012

Dieta


Jak wcześniej wspominałam postanowiłam wrócić do dawnej wagi, no może jeszcze troszkę gdzieś zostawić. Przestałam jeść chińczyka, gotowe sałatki (...ach ten majonez...) i całą resztę szybkiego jedzenia z dostawą do biura. Efekt: -3,5 kg w 11 dni, nieźle. Musiałam się pochwalić :) nieważne, czy to puste, czy nie, ale lepiej mi jak oświadczam to całemu światu.

Po jodze boli mnie wszystko, ale w końcu kiedyś przejdzie i będę miała ładnie wyrzeźbione ciało. I jeszcze trochę i wrócę do biegania, już nie mogę się doczekać.

Taki w sumie post o niczym.

wtorek, 10 stycznia 2012

sesja - czyli co zrobić, żeby nie robić nic

Można zacząć od robienia zakupów na allegro, ach... i nie można zapomnieć o odpisaniu na maila w sprawie wymiarów wystawionego stanika jakiejś nieogarniętej kobiecie - oczywiście uprzednio trzeba go zmierzyć, co bez centymetra, a jedynie z tasiemką i linijką zajmuje dużo czasu.

Jest się też, oczywiście, głodnym, a w końcu dieta, nie można byle czego jeść.....

I jeszcze serial, to nic, że trochę męczy, ale w końcu tylko troszkę, nie dużo, jeden odcinek, no może dwa.....

.....i tak cały wieczór, ja nie wiem jak ja zdam te egzaminy...

niedziela, 8 stycznia 2012

Nowy Rok - rytułał przejścia

Jak chyba każdy, albo prawie każdy, zrobiłam listę noworocznych postanowień: wrócę do wagi i formy sprzed początków związku (o... to proste nie będzie, mężczyzna wspiera pytając, czy chcę kawałek czekolady, albo ciastka), zacznę wymarzoną podyplomówkę i zaliczę resztę przedmiotów z magisterki (to prawie jak przenoszenie gór) i jak już będę piękna, szczupła i niezwykle mądra, to wreszcie ze spokojem zakopię się pod kołdrą i będę robić nic i marzyć o kolejnych szczytach do zdobycia.

Sylwester i Nowy Rok mają coś z magii i pogańskich rytuałów przejścia. Coś się kończy i coś nowego zaczyna. Można porzucić stare, uwierające człowieka zwyczaje i coś w sobie zmienić. Obudzić się w Nowy Rok innym, nowym, świeżym, gotowym do zmian.

Ktoś może powiedzieć, że zmieniać można się codziennie, że każdego dnia można zacząć się odchudzać (od poniedziałku się odchudzam.... ), rzucać palenie (ostatnia paczka...), zacząć się uczyć (od jutra się uczę....) itp. i za każdym razem jest jakaś "magiczna granica", jeszcze coś się stanie, albo nadejdzie. Potrzebujemy symbolicznych momentów, a co może być lepszego niż koniec roku....